Mieszkańcy wschodnich rubieży województwa lubelskiego, którzy spodziewają się potomstwa, muszą liczyć się z ekstremalnie długim dojazdem do najbliższego szpitala z oddziałem położniczym. W wielu przypadkach podróż zajmuje nawet 60 minut, co w sytuacji nagłej może mieć poważne konsekwencje zdrowotne.
Dlaczego porodówki znikają z mapy regionu?
Przyczyną tego stanu rzeczy jest przede wszystkim restrukturyzacja sieci szpitali powiatowych. W ostatnich latach w Polsce zamknięto kilkadziesiąt oddziałów ginekologiczno-położniczych, głównie z powodu braku kadry lekarskiej i niskiej liczby porodów. Lubelszczyzna, jako region o silnie rozproszonej sieci osadniczej, odczuwa te zmiany szczególnie boleśnie.
Jak wynika z danych Narodowego Funduszu Zdrowia, w województwie lubelskim działa obecnie zaledwie kilkanaście porodówek, a ich rozmieszczenie jest wysoce nierównomierne. Najgorzej sytuacja wygląda w powiatach: włodawskim, parczewskim i radzyńskim, gdzie najbliższy szpital położniczy znajduje się w odległości przekraczającej 50 kilometrów.
Konsekwencje dla rodzących i systemu ratownictwa
Długi czas dojazdu to nie tylko stres i dyskomfort, ale realne zagrożenie dla zdrowia matki i dziecka. Specjaliści podkreślają, że w przypadku nagłego porodu lub powikłań, każda minuta jest na wagę złota. „W skrajnych przypadkach kobieta może urodzić w karetce, co niesie za sobą ryzyko zakażenia, a także braku dostępu do specjalistycznego sprzętu” – mówi dr hab. n. med. Anna Kowalska, ginekolog z Lublina. „Dlatego tak ważne jest, aby przyszłe mamy z wyprzedzeniem planowały trasę i miały przygotowany plan awaryjny” – dodaje.
Sytuacja ta wpływa także na obciążenie systemu ratownictwa medycznego. Zespoły ratownictwa medycznego z odległych miejscowości muszą pokonywać dłuższe trasy, co wydłuża czas dotarcia do innych pacjentów w regionie. W skali roku przekłada się to na setki dodatkowych godzin pracy karetek.
Co można zrobić? Głosy ekspertów i samorządów
Samorządy lokalne wielokrotnie apelowały do wojewody lubelskiego oraz Ministerstwa Zdrowia o przywrócenie oddziałów położniczych w kluczowych lokalizacjach. Proponowano także utworzenie specjalnych punktów przyjęć porodowych, które byłyby obsługiwane przez położne i miałyby stałe połączenie z najbliższym szpitalem.
„Potrzebujemy systemowych rozwiązań, a nie tylko doraźnych interwencji” – podkreśla w rozmowie z naszą redakcją burmistrz jednej z dotkniętych gmin. „Kobiety nie mogą bać się rodzić we własnym domu tylko dlatego, że droga do szpitala jest zbyt długa. To kwestia bezpieczeństwa i godności pacjentek” – dodaje.
Eksperci zwracają uwagę, że alternatywą może być rozwój telemedycyny w położnictwie, a także lepsze finansowanie tzw. porodów rodzinnych w małych szpitalach, które mogłyby być utrzymane przy odpowiednim wsparciu finansowym. Na razie jednak przyszłe mamy z Lubelszczyzny muszą same organizować sobie logistykę, często z pomocą rodziny lub znajomych.
Foto: images.pexels.com
Źródło: fakt.pl