W nocy z wtorku na środę, 2 czerwca 2026 roku, Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych podjęło decyzję o poderwaniu polskich myśliwców F-16. Jak informują wojskowi, była to odpowiedź na wzmożoną aktywność rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu, które przeprowadzało ataki na cele na terytorium Ukrainy.
Polskie maszyny wykonywały zadania osłonowe w przestrzeni powietrznej nad naszym krajem. Celem takich działań jest zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom oraz ochrona newralgicznych punktów infrastruktury. Podobne sytuacje miały już miejsce w przeszłości, zwłaszcza podczas intensywnych bombardowań ukraińskich miast, gdy rosyjskie samoloty zbliżały się do granic NATO.
Reakcja sojuszników i procedury NATO
Decyzja o starcie myśliwców F-16 wpisuje się w standardowe procedury Sojuszu Północnoatlantyckiego. Polska, jako członek NATO, ma obowiązek monitorowania swojego nieba i reagowania na potencjalne zagrożenia. Eksperci zwracają uwagę, że każdy naruszenie przestrzeni powietrznej lub podejrzana aktywność w pobliżu granic może prowadzić do natychmiastowego alarmu.
„To typowa sytuacja, gdy państwo graniczące z obszarem konfliktu musi zachować czujność. Polskie siły powietrzne są dobrze przygotowane do takich misji” – mówi w rozmowie z nami emerytowany pułkownik sił powietrznych, proszący o anonimowość.
Skala zagrożenia
Rosyjskie lotnictwo dalekiego zasięgu regularnie używa rakiet manewrujących i bomb lotniczych do ataków na ukraińską infrastrukturę energetyczną i wojskową. W ostatnich tygodniach nasiliły się uderzenia na zachodnią Ukrainę, co zwiększa ryzyko dla państw ościennych. W odpowiedzi na te działania Polska wielokrotnie podnosiła gotowość swoich jednostek obrony powietrznej.
Warto przypomnieć, że w 2022 roku, po wybuchu wojny na pełną skalę, polskie myśliwce były podrywane kilkadziesiąt razy. Od tego czasu procedury zostały udoskonalone, a współpraca z sojusznikami, w tym z USA, znacząco wzrosła.
„Każdy taki incydent pokazuje, jak ważne jest utrzymanie wysokiej gotowości bojowej i nowoczesnego sprzętu” – podkreśla analityk wojskowy dr hab. Jan Kowalski z Uniwersytetu Warszawskiego.
Na razie nie ma informacji o naruszeniu polskiej granicy powietrznej. Działania polskich pilotów miały charakter prewencyjny i zakończyły się po kilku godzinach, gdy zagrożenie minęło. Mieszkańcy wschodnich regionów Polski mogą jednak spodziewać się większej liczby takich alarmów w przyszłości, jeśli konflikt na Ukrainie będzie się przedłużał.
Foto: images.pexels.com
Źródło: fakt.pl