Minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska ogłosiła przyznanie środków na zakup kolejnych szesnastu pojazdów elektrycznych przeznaczonych do obsługi turystów na popularnej trasie do Morskiego Oka. Decyzja ta wywołała ostry sprzeciw ze strony lokalnych przewoźników konnych, którzy zarzucają resortowi naruszenie wcześniejszych porozumień.
Elektryki na tatrzańskim szlaku
Według informacji przekazanych przez ministerstwo, dofinansowanie ma umożliwić zastąpienie kolejnych zaprzęgów konnych pojazdami zeroemisyjnymi. Resort argumentuje, że zmiana ta jest podyktowana troską o środowisko naturalne Tatrzańskiego Parku Narodowego oraz poprawę komfortu turystów odwiedzających to miejsce.
Jak podkreślają przedstawiciele ministerstwa, elektryczne busy są cichsze i nie emitują spalin, co ma kluczowe znaczenie dla ochrony unikalnego ekosystemu. Wcześniej, w ramach pilotażowego programu, na trasę skierowano już kilka takich pojazdów, a ich działanie zostało ocenione pozytywnie.
Głos fiakrów: łamanie ustaleń
Przedstawiciele zrzeszenia fiakrów stanowczo protestują przeciwko tym planom. Ich zdaniem, decyzja ministerstwa jest jednostronna i ignoruje wcześniejsze ustalenia, które zakładały stopniowe i uzgodnione z lokalną społecznością przechodzenie na nowe technologie.
„Czujemy się oszukani i pomijani w dialogu. To uderza w nasze rodziny, które od pokoleń utrzymują się z tej pracy. Nie chodzi tylko o konie, ale o całą lokalną społeczność i tradycję” – mówi jeden z przewoźników, cytowany przez lokalne media.
Fiakrzy podnoszą również argumenty ekonomiczne. Zakup i utrzymanie pojazdów elektrycznych jest dla wielu z nich zbyt kosztowny, a dostęp do infrastruktury ładowania w górskim terenie pozostaje ograniczony. Obawiają się, że nowa polityka doprowadzi do wykluczenia ich z rynku usług turystycznych.
Kontekst i kontrowersje
Spór o transport na trasie do Morskiego Oka trwa od lat. Z jednej strony pojawiają się głosy ekologów i części turystów, którzy postulują całkowitą rezygnację z transportu konnego ze względu na dobro zwierząt i środowiska. Z drugiej – fiakrzy i część mieszkańców Podhala bronią tradycyjnej formy przewozu, która jest ważnym elementem lokalnej tożsamości i źródłem dochodu.
W podobnych sprawach w innych parkach narodowych w Europie, np. w Szwajcarii czy Austrii, wprowadzano stopniowe ograniczenia, łącząc je z programami pomocowymi dla przewoźników. Brak takiego wsparcia w Polsce może pogłębić konflikt.
Resort klimatu zapowiada dalsze konsultacje, jednak fiakrzy zapowiadają, że nie ustąpią i będą domagać się respektowania wcześniejszych porozumień. Sprawa trafiła już do mediów ogólnopolskich, a głos w dyskusji zabrali również politycy lokalni.
Foto: images.pexels.com
Źródło: bankier.pl