Kontrowersyjna eskapada ukraińskiego influencera, który w miniony weekend wjechał sportowym samochodem na zamkniętą dla pojazdów drogę do Morskiego Oka, zakończyła się jego błyskawicznym wyjazdem z Polski. Jak ustaliła Polska Agencja Prasowa, mężczyzna jeszcze tego samego dnia opuścił terytorium naszego kraju i udał się na Ukrainę. Mimo to polskie służby nie zamierzają umorzyć postępowania.
Brawurowa jazda w sercu Tatr
Do zdarzenia doszło na popularnej trasie prowadzącej do Morskiego Oka, która od lat jest objęta zakazem ruchu pojazdów mechanicznych – wyjątek stanowią jedynie pojazdy uprzywilejowane oraz służby Tatrzańskiego Parku Narodowego. Influencer, poruszający się czerwoną Corvettą, zignorował zakaz, co zostało nagrane i szeroko skomentowane w mediach społecznościowych. Nagranie szybko obiegło sieć, wywołując falę krytyki zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie.
Według informacji przekazanych przez strażników Tatrzańskiego Parku Narodowego, pojazd został zatrzymany, a kierowca ukarany mandatem w wysokości 500 złotych. Jak się okazało, to nie koniec konsekwencji. Sprawa została skierowana do sądu, który może nałożyć znacznie wyższą grzywnę – nawet do 5 tysięcy złotych.
Influencer poza zasięgiem polskiego wymiaru sprawiedliwości?
Pomimo opuszczenia Polski przez influencera, postępowanie toczy się dalej. Jak podkreślają prawnicy, polskie organy ścigania mogą wystąpić do strony ukraińskiej o pomoc prawną w celu wyegzekwowania ewentualnej kary. Nie jest to jednak proces szybki i wymaga współpracy międzynarodowej. W podobnych przypadkach, gdy sprawca opuszcza kraj przed zakończeniem postępowania, często dochodzi do umorzenia sprawy z powodu przedawnienia lub braku możliwości doręczenia wezwania.
Eksperci z dziedziny prawa karnego zwracają uwagę, że kluczowe będzie ustalenie, czy influencer zostanie uznany za osobę uchylającą się od odpowiedzialności. Jeśli tak, polski sąd może wydać postanowienie o ściganiu go listem gończym, a następnie wystąpić o ekstradycję. W praktyce jednak ekstradycje między Polską a Ukrainą za tego typu wykroczenia są rzadkością.
Reakcje społeczne i apel o rozsądek
Sprawa wywołała burzliwą dyskusję w internecie. Wielu internautów krytykuje zachowanie influencera, podkreślając, że jego brawura mogła doprowadzić do tragedii – droga do Morskiego Oka jest wąska, pełna pieszych turystów, a w sezonie letnim porusza się nią dziennie nawet kilkanaście tysięcy osób. Przedstawiciele Tatrzańskiego Parku Narodowego apelują o rozwagę i przypominają, że wjazd na ten szlak jest surowo zabroniony.
„To nie pierwszy taki przypadek, ale mamy nadzieję, że nagłośnienie sprawy odstraszy innych potencjalnych naśladowców” – mówi w rozmowie z nami rzecznik TPN. „Naszym celem jest ochrona przyrody i bezpieczeństwo turystów. Każde takie naruszenie traktujemy poważnie”.
Foto: images.pexels.com
Źródło: fakt.pl