Australijski startup BioScout z nowym finansowaniem
Firma BioScout z Sydney, która wykorzystuje sztuczną inteligencję do monitorowania patogenów grzybowych w rolnictwie, zamknęła rundę seed o wartości 6,75 mln AUD (ok. 4,8 mln USD). Współprowadzącymi inwestorami były fundusze Demea Sustainable Investment i Astanor, a dołączyły do nich m.in. GrainInnovate, GrainCorp Ventures oraz Hort Innovation Venture Fund. Środki mają wesprzeć ekspansję na rynek europejski i rozbudowę globalnej sieci sensorów – z obecnych 250 do 1000 urządzeń do 2029 roku.
Problem: rolnicy działają „na ślepo”
Jak zauważa Harry Biggs z Astanor, „zagrożenia grzybowe są najgroźniejsze dla rolników, a jednak pozostają oni ślepi na nie, dopóki nie jest za późno”. Tradycyjnie plantatorzy stosują fungicydy prewencyjnie, według kalendarza, bo wizualne objawy infekcji pojawiają się zbyt późno. Lewis Collins, CEO BioScout, wyjaśnia: „Gdy zobaczysz zmianę na liściu, patogen mógł już ukończyć cykl reprodukcyjny i zacząć rozprzestrzeniać się po uprawie”. To prowadzi do kosztownych i często nieskutecznych zabiegów.
Jak działa technologia BioScout?
Urządzenie zasysa powietrze i zatrzymuje cząstki, w tym zarodniki grzybów, na przezroczystej taśmie. Taśma jest automatycznie analizowana pod mikroskopem, a zdjęcia trafiają do modeli AI. Dane są interpretowane w kontekście warunków środowiskowych (temperatura, wilgotność, wiatr itp.), co pozwala oszacować ryzyko infekcji na najbliższe dni. Każdy sensor monitoruje ponad 40 zagrożeń, w tym zarodniki chorób i pyłki.
Korzyści dla rolników
Dzięki wczesnemu ostrzeganiu można ograniczyć liczbę oprysków nawet o 50%, co w uprawach wysokowartościowych daje oszczędności tysięcy dolarów na hektar. System mierzy stężenie zarodników i analizuje trendy, odróżniając jednorazowe zdarzenia od realnego zagrożenia. Alerty pomagają też oceniać skuteczność programów oprysków.
Plany rozwoju i wyzwania
BioScout jest już popularny w uprawie ziemniaków, a w planach są wdrożenia w brazylijskiej soi (20–25 systemów do końca roku) oraz testy w sałacie w USA. Urządzenia działają w odległych lokalizacjach, a wkłady mogą pracować do dwóch lat bez wymiany. Cena urządzenia to ok. 15 000 AUD, a roczne opłaty serwisowe wynoszą 10–20 tys. AUD. Głównym wyzwaniem jest zmiana przyzwyczajeń rolników – Collins porównuje to do rezygnacji z czujników nawadniania: „to szaleństwo”.
Firma, założona w 2022 roku jako spin-off Uniwersytetu w Sydney, zatrudnia 30 osób i działa na pięciu kontynentach, chroniąc uprawy w 15 krajach. „To jak obserwacja tornada lub huraganu, ale dla chorób upraw – widzimy je nadchodzące, zanim się rozprzestrzenią” – podsumowuje Collins.
Źródło: Agropolak.pl
Fot. Pexels / Anil Sharma