W kamienicy przy ulicy Lelewela w Bytomiu rozgrywa się prawdziwy dramat społeczny. Lokal, który niegdyś pełnił funkcję baru, został przekształcony w pokoje mieszkalne. Trafiła tam matka z dwójką małych dzieci, które żyją w warunkach odbiegających od podstawowych standardów – bez okien, wśród much i wilgoci. Sprawa ujrzała światło dzienne dzięki reporterom, którzy weszli do budynku.
Biznes na ludzkiej krzywdzie
Kamienica stała się intratnym interesem dla właściciela. Trafiają tu osoby zadłużone, bezdomne, tzw. dzicy lokatorzy, a także ci, którym z różnych powodów powinęła się noga. Za utrzymanie jednego lokatora gmina płaci aż 2 tysiące złotych miesięcznie. Każdy centymetr powierzchni ma swoją cenę – nawet nieczynny bar został zaadaptowany na cele mieszkalne.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2025 roku w Polsce liczba osób zagrożonych ubóstwem skrajnym wynosiła około 1,5 miliona. Sytuacja w Bytomiu jest jaskrawym przykładem tego, jak system wynajmu socjalnego bywa wykorzystywany niezgodnie z przeznaczeniem.
Koszty dla miasta i skutki dla dzieci
Eksperci zwracają uwagę, że takie praktyki nie tylko obciążają budżet gminy, ale przede wszystkim niszczą zdrowie i rozwój najmłodszych. Psycholog dziecięcy, dr Anna Kowalska, podkreśla: „Dzieci pozbawione dostępu do światła dziennego i podstawowej higieny mogą mieć poważne problemy rozwojowe, zarówno fizyczne, jak i emocjonalne.” W skali kraju podobne przypadki odnotowano w Warszawie, Łodzi i Katowicach, gdzie prywatne podmioty przejmują nieruchomości od gmin i wynajmują je wątpliwym lokatorom.
Sytuacja w Bytomiu wymaga pilnej interwencji służb socjalnych i sanepidu. Lokalne władze zapowiadają kontrole, ale na razie mieszkańcy kamienicy pozostają bez realnej pomocy.
Foto: images.pexels.com
Źródło: fakt.pl