Coraz więcej kurortów nad Morzem Śródziemnym, zwłaszcza w Grecji, Hiszpanii i we Włoszech, rezygnuje z porannego wyścigu gości po leżaki. W zamian oferują możliwość wykupienia gwarantowanego miejsca na plaży – i to za cenę, która przyprawia o zawrót głowy. Za dwa leżaki z parasolem w pierwszej linii tuż przy wodzie trzeba zapłacić nawet 3 tysiące euro, czyli około 12 tysięcy złotych. Mimo to, jak podają media branżowe, chętnych nie brakuje, a kolejki ustawiają się już na kilka miesięcy przed sezonem.
Koniec z porannym wyścigiem po ręcznik
Tradycyjny widok turystów biegnących o świcie z ręcznikiem, by zająć najlepsze miejsce na plaży, powoli odchodzi do lamusa. Hotele i prywatne plaże w popularnych destynacjach, takich jak Santorini, Costa del Sol czy Riwiery Amalfitańskiej, wprowadzają system rezerwacji miejsc. Najdroższe pakiety obejmują leżaki w pierwszym rzędzie, bezpośrednio nad brzegiem morza, z pełnym serwisem kelnerskim i dodatkowymi udogodnieniami.
„To odpowiedź na potrzeby gości, którzy chcą mieć pewność, że spędzą dzień w komfortowych warunkach, bez stresu związanego z szukaniem wolnego miejsca. Cena odzwierciedla ekskluzywność i rzadkość takiej lokalizacji” – wyjaśnia przedstawiciel jednej z sieci hotelowych w Grecji.
3 tysiące euro za leżak – czy to się opłaca?
Choć kwota 12 tysięcy złotych może wydawać się astronomiczna, dla zamożnych turystów jest to często wydatek porównywalny z ceną apartamentu w dobrym hotelu. W cenie pakietu znajduje się nie tylko gwarantowane miejsce, ale też codzienne parawany zapewniające prywatność, ręczniki zmieniane kilka razy dziennie oraz bezpłatny dostęp do napojów i przekąsek. Jak wynika z danych branżowych, w szczycie sezonu wakacyjnego w lipcu i sierpniu rezerwacje na takie miejsca są wyprzedane nawet na kilka tygodni przed przyjazdem gości.
Eksperci rynku turystycznego zwracają uwagę, że zjawisko to nie dotyczy wyłącznie luksusowych kurortów. Coraz więcej średniej klasy hoteli wprowadza opcję dopłaty za leżak w pierwszym rzędzie, co może być sygnałem, że standardowa oferta all inclusive przestaje wystarczać najbardziej wymagającym klientom.
Krytyka i kontrowersje
Nie wszyscy jednak patrzą na ten trend przychylnym okiem. Organizacje konsumenckie oraz lokalne stowarzyszenia turystyczne ostrzegają, że komercjalizacja dostępu do plaży może prowadzić do wykluczenia mniej zamożnych urlopowiczów. W niektórych regionach, jak na przykład w Hiszpanii, prawo gwarantuje swobodny dostęp do plaż publicznych, co oznacza, że nawet prywatne strefy muszą pozostawiać wolne przejścia. Mimo to, zdaniem krytyków, rosnące ceny rezerwacji leżaków tworzą nierówności w dostępie do najlepszych miejsc.
„To niebezpieczny trend. Plaże są dobrem wspólnym, a nie towarem na sprzedaż. Jeśli nie będziemy reagować, za kilka lat normalny turysta nie będzie mógł sobie pozwolić na spędzenie dnia nad wodą bez dodatkowych opłat” – komentuje przedstawicielka hiszpańskiej fundacji zajmującej się ochroną praw konsumentów.
Przyszłość plażowania – rezerwacje i aplikacje
W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie, powstają już aplikacje mobilne umożliwiające rezerwację leżaków z wyprzedzeniem, podobnie jak w przypadku biletów lotniczych czy stolików w restauracjach. Systemy te są testowane w kurortach na Cyprze i w Chorwacji. Zdaniem analityków, w ciągu najbliższych pięciu lat rezerwacja miejsca na plaży online może stać się standardem, a ceny – w zależności od lokalizacji i sezonu – będą rosły nawet o 20-30% rocznie.
Na razie jednak 12 tysięcy złotych za dwa leżaki i parasol to wciąż oferta dla nielicznych. Czy to chwilowa moda, czy nowy standard w turystyce? Odpowiedź przyniosą najbliższe sezony wakacyjne.
Foto: images.pexels.com
Źródło: bankier.pl