Pracownice Oddziału Rehabilitacji w Szpitalu Powiatowym w Świdniku (woj. lubelskie) przez wiele miesięcy miały być ofiarami systematycznego znęcania się psychicznego i fizycznego ze strony swojej przełożonej. Do mediów trafiły wstrząsające relacje, które rzucają nowe światło na problem mobbingu w polskiej służbie zdrowia.
Gdy przełożona staje się katem
Według informacji ujawnionych przez „Gazetę Wyborczą”, oddziałowa miała regularnie używać wobec podwładnych gróźb, wyzwisk, a nawet dopuszczać się rękoczynów. Jedna z pielęgniarek usłyszała od niej: „Wyciągnę wam katarki ssakiem”. Inne pracownice relacjonują, że były popychane, szarpane, a ich praca była kwestionowana w upokarzający sposób. Atmosfera strachu i zastraszania miała prowadzić do poważnych problemów psychicznych wśród personelu.
W jednym z najbardziej drastycznych przypadków, pielęgniarka, która nie wytrzymała presji, złożyła wypowiedzenie i trafiła na zwolnienie lekarskie z powodu załamania nerwowego. Związek zawodowy pielęgniarek potwierdza, że kilka innych osób również rozważa odejście z pracy.
Wewnętrzna kontrola potwierdza, ale finał zaskakuje
Szpital powołał wewnętrzną komisję, która po przesłuchaniu świadków i analizie dokumentacji potwierdziła, że dochodziło do naruszeń godności osobistej i stosowania przemocy psychicznej. Mimo to, dyrekcja placówki uznała, że nie ma podstaw do uznania zachowania oddziałowej za mobbing w rozumieniu prawa pracy. Decyzja ta wywołała oburzenie wśród załogi i lokalnych działaczy związkowych.
Eksperci z zakresu prawa pracy podkreślają, że w polskich realiach szpitalnych mobbing jest często bagatelizowany lub nieumiejętnie definiowany. – „Wiele ofiar nie zgłasza przypadków przemocy, bo boi się utraty pracy lub odwetu. Nawet jeśli dochodzi do kontroli, przełożeni często stosują wybiegi, by uniknąć odpowiedzialności” – komentuje mecenas Anna Kowalska, specjalizująca się w sprawach o mobbing.
Skala problemu w liczbach
Według danych Państwowej Inspekcji Pracy, w 2025 roku do organów wpłynęło ponad 3,5 tys. skarg dotyczących mobbingu w sektorze ochrony zdrowia. To wzrost o 12% w porównaniu z rokiem poprzednim. Eksperci alarmują, że wiele przypadków pozostaje niezgłoszonych, a rzeczywista skala zjawiska może być nawet dwukrotnie wyższa.
W Świdniku sprawa trafiła do prokuratury, która prowadzi postępowanie w kierunku znęcania się nad podwładnymi. Na razie nie postawiono nikomu zarzutów. Pielęgniarki złożyły również pozew cywilny o odszkodowanie i zadośćuczynienie.
Co dalej?
Dyrekcja szpitala nie odniosła się do konkretnych zarzutów, wydając jedynie oświadczenie, że „wszelkie nieprawidłowości są wyjaśniane”. Pracownice zapowiadają, że nie odpuszczą i będą walczyć o sprawiedliwość. – „Chcemy, by nasza historia stała się przestrogą dla innych. Nikt nie powinien bać się iść do pracy” – mówi jedna z poszkodowanych.
Sprawa ze Świdnika może być przełomowa w walce z mobbingiem w polskich szpitalach. Pokazuje, że nawet wewnętrzne kontrole nie zawsze skutkują sprawiedliwym rozstrzygnięciem, a ofiary często muszą szukać pomocy poza miejscem pracy.
Foto: images.pexels.com
Źródło: fakt.pl