Zaledwie kilkanaście dni po tragicznej śmierci 58-letniej kobiety w Płonnej, na Podkarpaciu doszło do kolejnego niebezpiecznego zdarzenia z udziałem niedźwiedzia. Tym razem ofiarami drapieżnika omal nie padli dwaj rolnicy pracujący na pastwisku w Morochowie – miejscowości oddalonej zaledwie o 10 kilometrów od wcześniejszej tragedii. Mimo że atak miał miejsce w biały dzień, a teren był wypełniony hałasem maszyn i ludzkimi głosami, drapieżnik nie zrezygnował z konfrontacji.
Do zdarzenia doszło w miniony wtorek na jednym z gospodarstw w gminie Czarna. Mężczyźni, którzy zajmowali się wypasem bydła, nagle usłyszeli trzask łamanych gałęzi i ujrzeli dorosłego osobnika niedźwiedzia brunatnego. Zwierzę, zamiast uciekać, ruszyło w ich stronę. Rolnicy zdołali schronić się w ciągniku i wezwać pomoc. Na miejsce niezwłocznie przybyła straż leśna oraz policja. Służby potwierdziły, że niedźwiedź zachowywał się agresywnie i nie reagował na ostrzegawcze strzały. Dopiero po kilkunastu minutach drapieżnik oddalił się w głąb lasu.
Wojewódzki konserwator przyrody wydał już zgodę na płoszenie zwierzęcia wobec powtarzających się incydentów. Z danych Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie wynika, że w ostatnich dwóch latach liczba zgłoszeń o niedźwiedziach na Podkarpaciu wzrosła o 40%. Ekolodzy wskazują, że główną przyczyną jest kurczenie się naturalnych siedlisk oraz łatwy dostęp do odpadków komunalnych w pobliżu osiedli ludzkich.
Mieszkańcy Morochowa i okolicznych wsi są przerażeni. „Boimy się wychodzić w pole, nawet za dnia. Nikt nie spodziewał się, że niedźwiedź podejdzie tak blisko zabudowań” – mówi sołtys wsi. Władze gminy zapowiedziały spotkanie z leśnikami i przyrodnikami, by opracować plan bezpieczeństwa. Na razie zaleca się unikanie samotnych spacerów po lesie i zabezpieczanie koszy na śmieci.
Eksperci przypominają, że niedźwiedź brunatny w Polsce jest pod ścisłą ochroną, a jego populacja szacowana jest na około 120 osobników, głównie w Karpatach. Jednak powtarzające się ataki na ludzi budzą pytania o skuteczność dotychczasowych metod zapobiegania konfliktom. W przypadku zagrożenia życia, po wyczerpaniu innych środków, możliwe jest odstrzał zwierzęcia, ale decyzja ta wymaga zgody ministra środowiska.
Foto: images.pexels.com
Źródło: fakt.pl