Nowa fala autocenzury na rosyjskim rynku wydawniczym
W Rosji, w atmosferze chaosu wywołanego przez politykę Władimira Putina, która opiera się na masowym zakazywaniu treści, rynek książki doświadcza zjawiska określanego mianem „cenzury żywiołowej”. Jest ona, zdaniem obserwatorów, bardziej dotkliwa i nieprzewidywalna niż dawna cenzura instytucjonalna z czasów Związku Radzieckiego. 35 lat po upadku systemu kontroli państwowej, wydawcy sami poszukują zawodowych cenzorów, by uniknąć kar i konfiskat.
Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, powołując się na korespondencję Wacława Radziwinowicza, w branży wydawniczej narasta niepewność. Przedsiębiorcy, chcąc zabezpieczyć swoje interesy, decydują się na zatrudnianie specjalistów, którzy mają oceniać, czy dana książka nie narusza obowiązujących w Rosji przepisów. To zjawisko bez precedensu od czasów pieriestrojki.
Dlaczego wydawcy sami sięgają po cenzurę?
W obliczu niejasnych i często zmieniających się regulacji, rosyjscy wydawcy wolą dmuchać na zimne. Zamiast czekać na interwencję urzędników, sami wprowadzają prewencyjne kontrole. W praktyce oznacza to, że wiele tytułów, które mogłyby zostać uznane za kontrowersyjne, nigdy nie trafia do druku. Eksperci zwracają uwagę, że taka samowolna cenzura jest często bardziej restrykcyjna niż ta państwowa, ponieważ wydawcy boją się nie tylko przepisów, ale i reakcji społecznej.
„W czasach ZSRR cenzor był urzędnikiem, który działał według jasnych wytycznych. Dziś wydawca sam musi przewidzieć, co może zostać uznane za zakazane, co prowadzi do paraliżu twórczego” – komentuje ekspert ds. rynku książki, cytowany przez portal Wyborcza.pl.
Sytuacja ta ma swoje korzenie w ustawach przyjętych po 2022 roku, które kategorycznie zakazują krytyki tzw. operacji specjalnej na Ukrainie oraz szerzenia „fałszywych informacji” o armii rosyjskiej. W praktyce oznacza to, że każda publikacja, która może być interpretowana jako nieprzychylna władzy, ryzykuje konfiskatę i kary finansowe.
Skutki dla czytelników i autorów
Zjawisko to wpływa nie tylko na wydawców, ale przede wszystkim na autorów i czytelników. Pisarze coraz częściej rezygnują z poruszania tematów politycznych lub społecznych, obawiając się konsekwencji. W efekcie na półkach księgarń dominują książki o tematyce historycznej (w wersji zgodnej z linią Kremla), poradniki oraz literatura rozrywkowa. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, wiele zagranicznych tytułów, które jeszcze kilka lat temu były bestsellerami, dziś nie może być w ogóle dystrybuowanych w Rosji.
W odpowiedzi na te wyzwania, niektórzy wydawcy organizują szkolenia dla swoich pracowników, ucząc ich, jak unikać ryzykownych treści. Inni, bardziej zdesperowani, zwracają się do byłych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, którzy mieli do czynienia z cenzurą w przeszłości. To pokazuje, jak głęboko zakorzeniony jest strach przed represjami.
Foto: images.pexels.com
Źródło: wyborcza.pl