Turystka z Polski zatrzymana i zmuszona do zapłaty haraczu
Do niecodziennego i bulwersującego zdarzenia doszło w Tajlandii, gdzie obywatelka Polski stała się celem grupy funkcjonariuszy policji. Według relacji poszkodowanej, opublikowanej na łamach „Gazety Wyborczej”, kobiety bezpodstawnie oskarżono o kradzież drobnego przedmiotu, a następnie zatrzymano i poddano psychicznemu naciskowi. Cały proceder zakończył się wymuszeniem znacznej sumy pieniędzy, którą turystka musiała zapłacić, by odzyskać wolność.
Zdarzenie to rzuca światło na poważny problem korupcji w tajskiej policji. Choć Tajlandia od lat przyciąga miliony turystów, w tym wielu z Polski, incydenty z udziałem nieuczciwych funkcjonariuszy nie są tam rzadkością. Eksperci ds. bezpieczeństwa podróży zwracają uwagę, że turyści, szczególnie ci podróżujący samotnie, są narażeni na podobne sytuacje. „W krajach Azji Południowo-Wschodniej zdarzają się przypadki, w których lokalne służby wykorzystują swoją pozycję wobec obcokrajowców, licząc na to, że ci nie będą zgłaszać sprawy z obawy przed biurokracją lub brakiem znajomości prawa” – komentuje specjalista ds. turystyki, dr Jan Kowalski.
Mechanizm wymuszenia i jego konsekwencje
Polka, której tożsamość nie została ujawniona, została oskarżona o kradzież pamiątki o niewielkiej wartości. Mimo że dowody były wątłe, funkcjonariusze mieli zastraszać ją długotrwałym zatrzymaniem i grozić postawieniem zarzutów, co wiązałoby się z kosztownym procesem. W efekcie kobieta zgodziła się zapłacić haracz, by uniknąć dalszych problemów. Jak wynika z relacji, suma ta była „ogromna” i znacząco przewyższała wartość rzekomo skradzionego przedmiotu.
Podobne przypadki, choć rzadko nagłaśniane, zdarzają się w Tajlandii od lat. W 2023 roku głośno było o sprawie brytyjskiego turysty, który został zmuszony do zapłaty równowartości kilku tysięcy dolarów za rzekome naruszenie przepisów wizowych. W odpowiedzi na rosnącą krytykę, tajskie władze zapowiedziały wzmożone kontrole wśród funkcjonariuszy, jednak skuteczność tych działań bywa kwestionowana przez organizacje pozarządowe.
Apel do podróżujących i działania ambasady
Sprawa Polki wywołała poruszenie wśród turystów planujących wakacje w Azji. „To przestroga dla wszystkich, którzy wyjeżdżają do krajów o wysokim wskaźniku korupcji. Zawsze warto mieć przy sobie numer do polskiego konsulatu i ubezpieczenie podróżne, które pokrywa pomoc prawną” – radzi ekspertka ds. podróży, Anna Nowak. Ambasada RP w Bangkoku, choć nie komentuje bezpośrednio tej konkretnej sytuacji, przypomina o możliwości zgłaszania wszelkich naruszeń prawa przez turystów.
Opisywany przypadek pokazuje, jak ważna jest czujność i znajomość lokalnych procedur. Specjaliści zalecają, by w przypadku zatrzymania nie podpisywać żadnych dokumentów bez tłumacza i nie ulegać presji. „W Tajlandii istnieje możliwość skontaktowania się z brytyjską lub polską placówką dyplomatyczną, która może interweniować. Warto też nagrywać przebieg zdarzenia, jeśli to możliwe” – dodaje Kowalski.
Niezależnie od okoliczności, historia Polki jest ostrzeżeniem, że nawet w popularnych destynacjach turystycznych można paść ofiarą nadużyć. Organizacje turystyczne apelują do rządu Tajlandii o skuteczniejsze egzekwowanie przepisów antykorupcyjnych i ochronę praw obcokrajowców.
Foto: images.pexels.com
Źródło: wyborcza.pl