Amerykańska Narodowa Fundacja Nauki (NSF) rozpoczęła proces usuwania około 900 boi oceanicznych, które od dekady dostarczały niezbędnych danych do monitorowania zmian klimatycznych. Decyzja ta, podjęta na polecenie administracji Donalda Trumpa, budzi poważne obawy wśród naukowców i ekologów na całym świecie.
Koniec wieloletniego projektu monitoringu oceanów
Instalacja systemu boi, która pochłonęła 370 milionów dolarów, miała na celu zbieranie informacji o temperaturze wód, prądach morskich, poziomie zasolenia oraz stężeniu dwutlenku węgla. Dane te były kluczowe dla modeli prognozowania klimatu i ostrzegania przed ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, takimi jak huragany czy powodzie.
„Usunięcie tych urządzeń to jak wyłączenie jednego z głównych termometrów Ziemi. Bez tych pomiarów nasza zdolność do przewidywania zmian klimatu zostanie poważnie ograniczona” – komentuje dr Anna Kowalska, oceanograf z Uniwersytetu Gdańskiego, specjalizująca się w badaniu wpływu oceanów na klimat.
Według informacji uzyskanych przez „Gazetę Wyborczą”, NSF otrzymała polecenie natychmiastowego demontażu boi, a także zaprzestania udostępniania zgromadzonych danych publicznie. Decyzja ta wpisuje się w szerszą politykę administracji Trumpa, która wielokrotnie kwestionowała naukowy konsensus w sprawie zmian klimatycznych i ograniczała finansowanie badań w tej dziedzinie.
Konsekwencje dla nauki i bezpieczeństwa
Eksperci podkreślają, że utrata danych z boi oceanicznych będzie miała bezpośrednie skutki dla systemów wczesnego ostrzegania przed katastrofami naturalnymi. Przykładowo, podczas huraganu Katrina w 2005 roku, to właśnie dane z podobnych czujników pozwoliły na dokładniejsze prognozowanie trasy i siły żywiołu, co uratowało wiele istnień ludzkich.
„To nie jest tylko kwestia nauki, ale bezpieczeństwa publicznego. Bez tych danych prognozy pogody staną się mniej dokładne, a społeczności nadbrzeżne będą bardziej narażone na skutki ekstremalnych zjawisk” – dodaje dr Kowalska.
Decyzja Trumpa spotkała się z ostrą krytyką ze strony międzynarodowych organizacji ekologicznych i naukowych. Greenpeace nazwał ją „sabotażem badań nad klimatem”, a Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) wyraziła zaniepokojenie, że brak dostępu do danych oceanicznych utrudni globalną współpracę w walce ze zmianami klimatu.
Kontekst polityczny i historyczny
To nie pierwszy raz, gdy administracja Trumpa podejmuje kontrowersyjne decyzje dotyczące polityki klimatycznej. W 2017 roku Stany Zjednoczone ogłosiły wycofanie się z paryskiego porozumienia klimatycznego, a w kolejnych latach ograniczono finansowanie wielu programów badawczych związanych z ochroną środowiska. Krytycy zarzucają, że obecne działania mają na celu ukrycie dowodów na postępujące zmiany klimatu, co może być motywowane interesami przemysłu paliw kopalnych.
Według danych amerykańskiej Narodowej Administracji Oceanicznej i Atmosferycznej (NOAA), w 2025 roku poziom globalnego ocieplenia osiągnął rekordowe wartości, a średnia temperatura oceanów wzrosła o 0,8°C w porównaniu z okresem przedprzemysłowym. To właśnie dane z boi pozwalały na precyzyjne monitorowanie tych zmian.
Naukowcy apelują o międzynarodową interwencję i przejęcie części boi przez inne państwa lub organizacje, aby nie doszło do całkowitej utraty danych. „Jeśli USA nie chcą dalej prowadzić tych badań, inne kraje powinny podjąć to wyzwanie. W przeciwnym razie wszyscy będziemy działać w ciemno” – podsumowuje dr Kowalska.
Foto: images.pexels.com
Źródło: wyborcza.pl