To, co miało być ostatnim dniem egzotycznych wakacji, zamieniło się w dramatyczną walkę o wolność. Polka, która przebywała w Tajlandii, została zatrzymana przez lokalną policję po tym, jak kupiła pamiątkę na targu. Kobieta usłyszała zarzut kradzieży, a na komisariacie grożono jej umieszczeniem w celi z przestępcami, w tym z gwałcicielami i mordercami.
Zakupy zakończone aresztowaniem
Do zdarzenia doszło w trakcie pobytu turystki w Tajlandii, tuż przed planowanym powrotem do Polski. Według relacji opublikowanej przez „Gazetę Wyborczą”, Polka zakupiła drobny przedmiot za równowartość kilku złotych. Sprzedawca oskarżył ją jednak o kradzież, co doprowadziło do interwencji policji. Kobieta trafiła na komisariat, gdzie usłyszała, że może zostać osadzona w celi z groźnymi przestępcami.
Okup za wolność
Funkcjonariusze mieli zażądać okupu w wysokości 27 tysięcy złotych w zamian za zwolnienie. Dopiero po wpłaceniu tej kwoty przez znajomych przebywających w Polsce turystka odzyskała wolność. Sprawa ta budzi poważne wątpliwości co do działań tajskiej policji i może stanowić przykład korupcji w tym kraju.
Kontekst i przestroga dla podróżujących
Podobne przypadki zdarzają się w Tajlandii od lat, szczególnie w rejonach turystycznych, gdzie lokalne służby wykorzystują nieznajomość prawa przez cudzoziemców. Eksperci ds. bezpieczeństwa podróży zalecają, aby w razie zatrzymania natychmiast kontaktować się z konsulatem oraz nie poddawać się presji i nie płacić żadnych „grzywien” na miejscu bez potwierdzenia. Warto również zawsze mieć przy sobie kopię dokumentów oraz numer alarmowy do polskiej placówki dyplomatycznej.
Historia polskiej turystki jest ostrzeżeniem dla wszystkich planujących wakacje w Azji Południowo-Wschodniej. Należy zachować szczególną ostrożność podczas zakupów, unikać konfliktów z miejscowymi i zawsze domagać się pisemnego potwierdzenia wszelkich opłat.
Foto: images.pexels.com
Źródło: fakt.pl