Decyzja Unii Europejskiej o przyznaniu Ukrainie pożyczki w wysokości 90 miliardów euro wzbudziła mieszane uczucia w Kijowie.
Z jednej strony to ogromne wsparcie finansowe, które ma pomóc w odbudowie kraju zniszczonego wojną. Z drugiej jednak, jak donoszą ukraińskie media, warunki pożyczki budzą poważne zastrzeżenia. Chodzi przede wszystkim o kwestię tranzytu rosyjskiej ropy przez terytorium Ukrainy.
Kijów między potrzebą finansów a presją polityczną
Według doniesień z Kijowa, Unia Europejska uzależniła wypłatę części środków od utrzymania przez Ukrainę tranzytu rosyjskiej ropy do krajów Unii. Dla wielu Ukraińców jest to gorzka pigułka, którą muszą połknąć w zamian za pilnie potrzebne fundusze. „To jakby prosić ofiarę, by płaciła swojemu oprawcy” – skomentował jeden z ukraińskich analityków politycznych, cytowany przez lokalne media.
Kontrowersyjny warunek
Warunek ten postrzegany jest w Ukrainie jako sprzeczny z deklarowanym celem wsparcia w walce z rosyjską agresją. Przypomnijmy, że Rosja od lat wykorzystuje dochody z eksportu surowców energetycznych do finansowania swojej machiny wojennej. Eksperci zwracają uwagę, że podobne sytuacje miały już miejsce w przeszłości, gdy interesy gospodarcze brały górę nad politycznymi deklaracjami. Na przykład podczas budowy Nord Stream 2, część państw UE naciskała na jego ukończenie mimo sprzeciwu Ukrainy i USA.
Co dalej z pożyczką?
Mimo kontrowersji, ukraiński rząd najprawdopodobniej przyjmie pożyczkę, ponieważ alternatywą jest brak środków na odbudowę infrastruktury i utrzymanie podstawowych funkcji państwa. „To trudny wybór, ale w obecnej sytuacji nie mamy luksusu odrzucania pomocy” – powiedział wysoki rangą urzędnik ministerstwa finansów Ukrainy, pragnący zachować anonimowość. Decyzja ta pokazuje jednak, jak skomplikowane są relacje między Kijowem a Brukselą, gdzie interesy gospodarcze poszczególnych krajów członkowskich często kolidują z jednością frontu wobec Rosji.
Foto: images.pexels.com
Źródło: wyborcza.pl