Osiem osób, które jako niemowlęta i małe dzieci trafiły z Korei Południowej do duńskich rodzin, złożyło pozew przeciwko państwu duńskiemu. Twierdzą, że ich adopcje przeprowadzono z naruszeniem prawa, a cały proces – od dokumentacji po sam transfer – był obarczony nieprawidłowościami. Sprawa ta rzuca nowe światło na praktyki adopcyjne sprzed kilkudziesięciu lat, które dziś są szeroko krytykowane.
W pozwie, który trafił do sądu w Kopenhadze, powodowie argumentują, że duńskie władze nie dopełniły obowiązku weryfikacji legalności adopcji. Wiele z tych dzieci zostało oddanych do adopcji w latach 60. i 70. XX wieku, w okresie, gdy Korea Południowa była jednym z największych „eksporterów” dzieci na świecie. Szacuje się, że od zakończenia wojny koreańskiej w 1953 roku aż do lat 80. z kraju tego wywieziono ponad 200 tysięcy dzieci, głównie do Stanów Zjednoczonych, Europy i Australii.
„To nie były adopcje, to był handel dziećmi” – mówi w rozmowie z mediami jeden z powodów, Kim Petersen, który trafił do Danii w wieku dwóch lat. „Przez całe życie zmagałem się z poczuciem straty tożsamości. Nie wiedziałem, kim naprawdę jestem. Dziś wiem, że duńskie państwo mogło temu zapobiec”. Jego słowa oddają emocje towarzyszące całej grupie, która od lat stara się o uznanie swoich krzywd.
Sprawa nie dotyczy wyłącznie adopcji z Korei. Równolegle do duńskiego sądu wpłynął pozew złożony przez Grenlandkę, której państwo duńskie odebrało córkę. Kobieta twierdzi, że decyzja o odebraniu dziecka była motywowana dyskryminacją na tle etnicznym i kulturowym. To kolejny przykład napiętych relacji między Danią a Grenlandią, które w ostatnich latach stały się przedmiotem międzynarodowej debaty o kolonializmie i jego dziedzictwie.
Eksperci zwracają uwagę, że oba pozwy mogą mieć daleko idące konsekwencje dla duńskiego systemu prawnego i polityki społecznej. „Mamy do czynienia z próbą rozliczenia się z przeszłością, która przez dekady była zamiatana pod dywan” – komentuje prof. Lars Andersen z Uniwersytetu w Aarhus, specjalizujący się w prawie międzynarodowym. „Jeśli sąd uzna zasadność tych roszczeń, Dania będzie musiała zmierzyć się nie tylko z odszkodowaniami, ale także z koniecznością reformy procedur adopcyjnych i opiekuńczych”.
Proces zapowiada się na długi i skomplikowany. Powodowie domagają się nie tylko zadośćuczynienia finansowego, ale przede wszystkim oficjalnego przeprosin i uznania odpowiedzialności państwa. Dla wielu z nich najważniejsze jest jednak to, by ich historie wreszcie zostały wysłuchane i potraktowane poważnie. Sprawa ta może stać się precedensem dla innych osób adoptowanych w podobnych okolicznościach na całym świecie.
Foto: images.pexels.com
Źródło: wyborcza.pl