Nocny koszmar w komunikacji miejskiej
Czwartkowy wieczór, 14 maja 2026 roku, na długo zapadnie w pamięć pasażerom autobusu linii 289 w Gdańsku. Około godziny 21.00, gdy pojazd odjeżdżał z przystanku w centrum miasta, doszło do zdarzenia, które mogło zakończyć się tragicznie. Nagle przed autobus zajechał radiowóz policyjny, a funkcjonariusze wbiegli do środka, żądając od jednego z pasażerów natychmiastowego położenia noża.
Jak relacjonuje 17-letnia Ola, która siedziała bezpośrednio przed mężczyzną, początkowo nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Gdy policjanci krzyknęli, aby wyjął nóż, pasażer po chwili wyciągnął z kieszeni ogromną maczetę. – Nagle w autobusie zrobiło się przeraźliwie głośno. Ludzie zaczęli krzyczeć, niektórzy rzucili się do drzwi. To było jak scena z filmu grozy – opowiada nastolatka.
Błyskawiczna akcja policji
Funkcjonariusze, którzy najwyraźniej śledzili mężczyznę od jakiegoś czasu, działali błyskawicznie. Według nieoficjalnych informacji, mężczyzna, mieszkaniec Trójmiasta w wieku około 30 lat, był wcześniej notowany za przestępstwa z użyciem przemocy. Policja nie ujawniła jeszcze oficjalnego komunikatu, ale jak wynika z relacji świadków, udało się go obezwładnić bez użycia broni palnej. Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń, choć pasażerowie są w szoku.
Eksperci ds. bezpieczeństwa zwracają uwagę, że tego typu incydenty stają się coraz częstsze w polskich miastach. Według danych Komendy Głównej Policji, w 2025 roku odnotowano o 15% więcej interwencji związanych z posiadaniem niebezpiecznych narzędzi w miejscach publicznych. – To alarmujący trend. Mimo zaostrzenia przepisów, ludzie nadal noszą przy sobie noże, maczety czy kije. Zazwyczaj tłumaczą to „obroną konieczną”, ale w rzeczywistości są to narzędzia do ataku – komentuje dr hab. Andrzej Nowak, kryminolog z Uniwersytetu Gdańskiego.
Reakcja pasażerów i dalsze postępowanie
Po opanowaniu sytuacji policjanci wyprowadzili mężczyznę z autobusu. Na miejsce wezwano dodatkowe patrole oraz karetkę pogotowia w celu udzielenia pomocy psychologicznej pasażerom. Autobus został wyłączony z ruchu na około godzinę, co spowodowało opóźnienia na linii 289. Mieszkańcy Gdańska wyrażają zaniepokojenie. – To mogło się zdarzyć każdemu. Jeżdżę tą linią codziennie do pracy. Boję się, że następnym razem nie będzie takiej szczęśliwej interwencji – mówi pan Marek, stały pasażer.
Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Śródmieście wszczęła śledztwo w kierunku posiadania niebezpiecznego narzędzia w miejscu publicznym oraz próby użycia gróźb karalnych. Mężczyźnie grozi do 5 lat pozbawienia wolności. Policja apeluje do wszystkich świadków zdarzenia o kontakt. – Każda informacja może pomóc w wyjaśnieniu okoliczności tego zdarzenia – podkreśla rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.
To wydarzenie pokazuje, jak ważne jest szybkie reagowanie służb oraz zachowanie czujności przez pasażerów. Na szczęście w tym przypadku interwencja zakończyła się bez ofiar, ale przypomina, że zagrożenie może czaić się nawet w zwykłym miejskim autobusie.
Foto: images.pexels.com
Źródło: fakt.pl