W świecie wędkarstwa sportowego granice między sukcesem a porażką bywają niezwykle cienkie. Przekonał się o tym Paul Breems, holenderski wędkarz, który w rzece Waal był o krok od złowienia ryby swojego życia. Ostatecznie jednak to nie on, a jego najlepszy przyjaciel mógł świętować nowy rekord – wszystko za sprawą gigantycznego suma mierzącego 2,49 metra.
Pomoc, która kosztowała rekord
Do zdarzenia doszło na wodach Waal, jednej z głównych odnóg delty Renu w Holandii. Paul Breems przez długi czas zmagał się z potężnym sumem, który ostatecznie zerwał się z haczyka. Ryba, nazywana przez miejscowych wędkarzy „Duchem ze stawu”, trafiła jednak na wędkę jego kolegi. Co więcej, to właśnie Breems pomagał przy wyciąganiu giganta na brzeg. Jak sam przyznaje w rozmowie z lokalnymi mediami, choć stracił szansę na rekord, nie ma żalu – cieszy się, że ryba trafiła w dobre ręce.
Coraz więcej gigantów w europejskich rzekach
Złowiony sum europejski (Silurus glanis) ważył około 80 kilogramów. To jeden z największych okazów odnotowanych w ostatnich latach w Holandii. Eksperci zwracają uwagę, że takie wielkie ryby przestają być już tylko legendą. W związku z ociepleniem wód i poprawą jakości ekosystemów rzecznych, suma europejskiego przybywa, a jego rozmiary rosną. Wędkarze z Holandii, Niemiec i Francji regularnie donoszą o połowach osobników przekraczających 2 metry długości.
Rekordy, które robią wrażenie
Największy sum europejski złowiony na wędkę w historii miał 2,74 m i został wyciągnięty z włoskiej rzeki Pad w 2010 roku. Holenderski okaz jest więc tylko o 25 cm mniejszy od absolutnego rekordu świata. Jak podkreślają ichtiolodzy, suma można spotkać w rzekach całej Europy Środkowej i Zachodniej – od Dunaju po Ren. W Polsce największe okazy notowane są w Odrze, Wiśle i Noteci, gdzie osiągają nawet 2 metry.
„Sum to ryba, która potrafi żyć nawet 80 lat. Im starsza, tym większa – i tym trudniej ją złowić. Każdy taki połów to ogromne wyzwanie techniczne i fizyczne” – mówi dr Janusz Kowalski, ichtiolog z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Etyka wędkarska i przyjaźń ponad rywalizacją
Historia Breemsa i jego przyjaciela pokazuje, że w wędkarstwie liczy się nie tylko wynik, ale też koleżeństwo. W mediach społecznościowych pojawiły się komentarze chwalące postawę Holendra, który zamiast zazdrościć, pomógł koledze wyciągnąć rybę na brzeg. To rzadki przykład sportowej postawy w świecie, gdzie rekordy często budzą ogromne emocje.
Choć Breems nie zapisze się w oficjalnych księgach rekordów, jego historia na długo pozostanie w pamięci miłośników wędkarstwa. A „Duch ze stawu” – jak nazwano suma – po zmierzeniu i sfotografowaniu został wypuszczony z powrotem do wody, zgodnie z zasadą „złów i wypuść”, którą promuje większość europejskich klubów wędkarskich.
Foto: images.pexels.com
Źródło: fakt.pl