We wtorek, 26 maja, na przejściach granicznych z Niemcami w okolicach Zgorzelca doszło do paraliżu komunikacyjnego. Kierowcy podróżujący autostradą A4 oraz lokalnymi drogami musieli zmierzyć się z wielogodzinnymi utrudnieniami. Jak relacjonują świadkowie, nawet po godzinie 16:00 sytuacja wciąż pozostawała krytyczna.
Dlaczego doszło do zatorów?
Choć nie jest to jeszcze szczyt sezonu wakacyjnego, wtorkowe popołudnie przyniosło prawdziwy chaos. Główne przyczyny to wzmożony ruch tranzytowy oraz prace modernizacyjne na drogach dojazdowych. Według informacji Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, w ostatnich tygodniach na odcinku A4 prowadzone są roboty nawierzchniowe, co znacząco spowalnia ruch. Ponadto, w związku z kontrolami celnymi i sanitarnymi, przepustowość przejść granicznych jest ograniczona.
Skala utrudnień
Kierowcy zgłaszali, że na rondach i skrzyżowaniach w Zgorzelcu oraz okolicznych miejscowościach, takich jak Jędrzychowice czy Turoszów, czas oczekiwania wynosił nawet dwie godziny. Autostrada A4 w kierunku Niemiec była praktycznie zablokowana, a lokalne krajówki – zakorkowane. Służby drogowe apelowały o korzystanie z alternatywnych tras, ale wiele z nich również było przeciążonych.
„To katastrofa. Stoimy w miejscu od dwóch godzin, a do granicy jeszcze kilka kilometrów. Nikt nie informuje nas, co się dzieje” – relacjonował jeden z kierowców w rozmowie z dziennikarzami.
Jak uniknąć podobnych sytuacji?
Eksperci ds. transportu zalecają, aby przed podróżą sprawdzać aktualne informacje o ruchu na stronie GDDKiA oraz w aplikacjach nawigacyjnych, takich jak Google Maps czy Yanosik. W przypadku planowania wyjazdu do Niemiec warto rozważyć wcześniejszą porę dnia lub skorzystanie z mniej uczęszczanych przejść granicznych, np. w Olszynie lub Łęknicy. W dłuższej perspektywie konieczne są inwestycje w infrastrukturę drogową i zwiększenie przepustowości przejść, aby zapobiec podobnym paraliżom w przyszłości.
Foto: images.pexels.com
Źródło: fakt.pl