W miniony weekend Mali stało się areną najpoważniejszej w ostatnich latach skoordynowanej ofensywy wymierzonej w struktury państwowe. Atak, przeprowadzony jednocześnie przez separatystów z północy oraz ugrupowania dżihadystyczne, doprowadził do śmierci ministra obrony kraju. Co istotne, obecność rosyjskich najemników, którzy od 2021 roku wspierają malijskie wojsko, nie zdołała powstrzymać naporu przeciwników.
Według doniesień lokalnych mediów oraz źródeł dyplomatycznych, ataki rozpoczęły się wczesnym rankiem w sobotę. Celem były strategiczne punkty w stolicy Bamako oraz kilka baz wojskowych w centralnej i północnej części kraju. Separatyści z koordynującej działania grupy CSP (Cadre Stratégique Permanent) oraz dżihadyści powiązani z Al-Kaidą i Państwem Islamskim w Sahelu po raz pierwszy od lat działali w ramach wspólnego planu. Ich celem było osłabienie władzy centralnej i pokazanie, że ani armia malijska, ani jej zagraniczni sojusznicy nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa.
Rosyjscy najemnicy, często określani jako „instruktorzy” z grupy Wagnera (obecnie działającej pod szyldem Africa Corps), od początku konfliktu w 2012 roku stanowili kluczowe wsparcie dla junty wojskowej w Mali. Ich obecność miała być gwarancją stabilizacji i walki z terroryzmem. Jednakże ostatnie wydarzenia podważają skuteczność tej strategii. Eksperci ds. bezpieczeństwa zwracają uwagę, że rosyjskie siły w Sahelu koncentrują się głównie na ochronie reżimu, a nie na zwalczaniu partyzantki, co prowadzi do erozji zaufania wśród lokalnej ludności.
Ofensywa ta wpisuje się w szerszy trend destabilizacji regionu Sahelu. Od czasu wycofania się francuskiej operacji Barkhane w 2022 roku, przestrzeń bezpieczeństwa w Mali, Burkina Faso i Nigrze została wypełniona przez rosyjskich najemników, którzy jednak nie posiadają ani odpowiedniego przeszkolenia, ani zaplecza logistycznego do prowadzenia długotrwałych operacji przeciwpartyzanckich. Statystyki ONZ wskazują, że liczba ofiar cywilnych w regionie wzrosła w 2025 roku o 40% w porównaniu z rokiem poprzednim, co potwierdza pogarszającą się sytuację.
Śmierć ministra obrony, który zginął podczas inspekcji jednej z zaatakowanych baz, jest symbolicznym ciosem dla władz w Bamako. Rząd Malii ogłosił trzydniową żałobę narodową i zapowiedział wzmożone działania odwetowe. Analitycy są jednak zgodni: bez fundamentalnej zmiany strategii i odbudowy zaufania społecznego, Mali czeka dalsza eskalacja konfliktu.
Foto: images.pexels.com
Źródło: wyborcza.pl