W świecie polityki wiarygodność badań opinii publicznej bywa uzależniona od tego, komu służą ich wyniki. Zjawisko to obserwujemy w Polsce, gdzie przedstawiciele partii rządzącej podważają te sondaże, które nie są dla nich korzystne.
Selektywne podejście do danych
Jak zauważają komentatorzy sceny politycznej, trudno znaleźć polityka, który odrzucałby wyniki badania, w którym jego formacja osiąga wysokie poparcie. Tymczasem w przypadku partii Prawo i Sprawiedliwość można zaobserwować wyraźną tendencję do podważania wiarygodności sondaży, gdy te wskazują na spadki poparcia dla partii rządzącej lub wzrosty dla głównej siły opozycyjnej, czyli Koalicji Obywatelskiej.
Historyczny kontekst relacji z mediami
To nie pierwszy raz, gdy PiS podchodzi selektywnie do danych z badań społecznych. W przeszłości partia ta wielokrotnie krytykowała ośrodki badawcze i media za publikowanie niekorzystnych dla siebie wyników, jednocześnie chętnie powołując się na te badania, które potwierdzały ich wysokie poparcie. Taka postawa wpisuje się w szerszy kontekst relacji partii rządzącej z niezależnymi mediami i instytucjami badawczymi w Polsce.
Według analityków politycznych, selektywne traktowanie sondaży stanowi element szerszej strategii komunikacyjnej. Jak mówi politolog dr Marek Nowak: „W dyskursie politycznym obserwujemy instrumentalne traktowanie danych. Partie chętnie wykorzystują liczby, które im służą, jednocześnie dyskredytując te, które są dla nich niekorzystne. To zjawisko występuje nie tylko w Polsce, ale przybiera tu szczególnie wyrazistą formę”.
Wpływ na debatę publiczną
Takie podejście ma realny wpływ na jakość debaty publicznej. Obywatele otrzymują sprzeczne komunikaty na temat rzeczywistych nastrojów społecznych, co może utrudniać formułowanie trafnych ocen sytuacji politycznej w kraju. Według danych CBOS z 2025 roku, zaufanie Polaków do sondaży wyborczych systematycznie spada – obecnie tylko 42% badanych ufa tym badaniom, podczas gdy w 2019 roku wskaźnik ten wynosił 58%.
Warto zauważyć, że podobne zjawiska obserwowane są w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie populistyczne ruchy często podważają wiarygodność instytucji dostarczających obiektywnych danych, w tym ośrodków badania opinii publicznej. Stanowi to wyzwanie dla demokratycznego dyskursu, który opiera się na wspólnej akceptacji faktów i danych.
W polityce liczby często mówią to, co chcą usłyszeć ci, którzy je interpretują – zauważa dr Nowak. – Problem pojawia się, gdy całe instytucje badawcze są dyskredytowane tylko dlatego, że ich wyniki nie pasują do narracji partii rządzącej.
Dalsze konsekwencje tego zjawiska mogą być poważne. Systematyczne podważanie wiarygodności niezależnych badań może prowadzić do erozji zaufania społecznego do instytucji dostarczających obiektywnych danych, co z kolei utrudnia prowadzenie racjonalnej polityki opartej na faktach.
Foto: images.pexels.com
Źródło: wyborcza.pl