Kontrowersje wokół działań służb wobec dziennikarzy
W ostatnich dniach środowisko prawicowych polityków i publicystów, na czele z prezesem IPN Karolem Nawrockim, podniosło alarm w sprawie rzekomego nękania dziennikarzy telewizji Republika przez polskie służby. Według ich narracji, za serią interwencji policyjnych w redakcji ma stać bezpośrednio rząd Donalda Tuska, który – jak twierdzą – dąży do uciszenia niezależnych głosów. Oskarżenia te pojawiły się po tym, jak funkcjonariusze Policji kilkukrotnie w ostatnim miesiącu odwiedzili siedzibę stacji przy ulicy Srebrnej w Warszawie.
Przyczyny interwencji według służb
Policja tłumaczy swoje działania standardową procedurą. Jak podaje Komenda Stołeczna Policji, każdorazowo interwencje były odpowiedzią na zgłoszenia o zagrożeniu życia lub zdrowia, które wpływały na numer alarmowy 112. W myśl obowiązujących przepisów, funkcjonariusze mają obowiązek natychmiastowego sprawdzenia każdego takiego sygnału, niezależnie od jego późniejszej weryfikacji. W przypadku TV Republika, po przybyciu na miejsce okazywało się, że zgłoszenia były fałszywe – najprawdopodobniej były to tzw. swatting, czyli celowe wprowadzanie w błąd służb.
„Działania policji są w pełni zgodne z prawem i procedurami. Każde zgłoszenie o zagrożeniu życia musi być natychmiast sprawdzone – niezależnie od tego, kogo dotyczy. To nie jest kwestia polityczna, lecz bezpieczeństwa publicznego” – wyjaśnia w rozmowie z naszym portalem rzecznik KSP, nadkomisarz Sylwester Marczak.
Reakcja środowiska prawicowego
Mimo wyjaśnień ze strony policji, politycy związani z obozem Zjednoczonej Prawicy oraz niektórzy publicyści uznali te interwencje za element szerszej kampanii wymierzonej w media krytyczne wobec obecnej władzy. Karol Nawrocki, prezes Instytutu Pamięci Narodowej, stwierdził podczas konferencji prasowej, że „mamy do czynienia z jawnym nadużyciem władzy, które przypomina metody stosowane w czasach PRL”. Jego zdaniem, za fałszywymi zgłoszeniami i późniejszymi działaniami policji mogą stać osoby powiązane z rządem.
Podobne stanowisko zajął Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i współwłaściciel TV Republika. W swoim wpisie w mediach społecznościowych napisał: „To jest wojna z wolnymi mediami. Rząd Tuska boi się niezależnych dziennikarzy, dlatego wysyła do nas policję pod byle pretekstem”. Sakiewicz zapowiedział również, że redakcja rozważa złożenie zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy.
Kontekst prawny i podobne przypadki
Warto przypomnieć, że procedura swatting – czyli zgłaszanie fałszywych alarmów – nie jest zjawiskiem nowym. W ostatnich latach odnotowano podobne przypadki w innych krajach, m.in. w Stanach Zjednoczonych, gdzie ofiarami padali zarówno politycy, jak i dziennikarze. W Polsce, zgodnie z art. 66 Kodeksu wykroczeń, za fałszywe zgłoszenie grozi kara aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny do 1500 złotych. Jednak w przypadku, gdy zgłoszenie dotyczy zagrożenia życia, sprawca może odpowiadać z Kodeksu karnego za sprowadzenie niebezpieczeństwa.
Eksperci zwracają uwagę, że samo zgłoszenie alarmu nie oznacza jeszcze, że policja działa na polityczne zlecenie. – „Funkcjonariusze nie mają możliwości weryfikacji wiarygodności zgłoszenia w momencie przyjęcia go. Muszą działać natychmiast. To, że później okazuje się ono fałszywe, nie świadczy o złej woli policji, a o tym, że ktoś celowo wprowadza w błąd służby” – komentuje dr hab. Anna Kowalska, specjalistka z zakresu prawa karnego z Uniwersytetu Warszawskiego.
Skutki polityczne i społeczne
Sprawa nabiera szczególnego znaczenia w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych. Oskarżenia o polityczne wykorzystywanie służb mogą wpłynąć na nastroje społeczne i pogłębić polaryzację. Z drugiej strony, nadmierna reakcja na fałszywe alarmy może prowadzić do marnowania zasobów policyjnych i obniżenia zaufania do instytucji państwowych. Niezależnie od intencji, jedno jest pewne – temat ten będzie jeszcze wielokrotnie powracał w debacie publicznej.
Foto: images.pexels.com
Źródło: wyborcza.pl