W ostatnich tygodniach politycy Prawa i Sprawiedliwości, w tym między innymi poseł Jaki i europoseł Bocheński, rozpoczęli serię spotkań przed bramami polskich uniwersytetów. Ich akcja, przedstawiana jako otwarty dialog ze środowiskiem akademickim, wzbudza jednak poważne wątpliwości co do swojej rzeczywistej natury. Zdaniem obserwatorów sceny politycznej i ekspertów od komunikacji, jest to raczej starannie zaplanowany spektakl, mający na celu zdobycie przychylności młodych wyborców, niż autentyczna chęć wymiany poglądów.
Retoryczne wyzwanie zamiast rozmowy
Charakterystycznym elementem tych spotkań jest formuła retorycznego wyzwania rzuconego studentom: „zmień moje zdanie”. Na pierwszy rzut oka brzmi to jak otwarte zaproszenie do polemiki. W praktyce jednak, jak zauważają socjolodzy, takie sformułowanie stawia uczestników w nierównej pozycji. Polityk występuje z pozycji niepodważalnego autorytetu, którego poglądy stanowią punkt wyjścia do ewentualnej „przemiany”. To odwrócenie tradycyjnej roli debaty, gdzie obie strony prezentują argumenty na równych prawach.
Polityczny stand-up polityków PiS-u przed uniwersytetami jest iluzją debaty, a stawianie przez nich retorycznego wyzwania 'zmień moje zdanie’, jest podszywaniem się pod dialog.
Ta strategia, zdaniem dr hab. Anny Kowalskiej, profesor nauk o polityce z Uniwersytetu Warszawskiego, ma na celu stworzenie wrażenia otwartości i odwagi, podczas gdy scenariusz jest zwykle ściśle kontrolowany. „To performans, który ma więcej wspólnego z politycznym teatrem niż z akademicką dysputą. Dialog zakłada gotowość do zmiany własnego stanowiska pod wpływem argumentów. Tutaj mamy do czynienia z monologiem ubranym w szaty dialogu” – komentuje ekspertka.
Cel: zdobycie elektoratu młodych
Nie ulega wątpliwości, że głównym motywem tych działań jest próba dotarcia do grupy wyborczej, która tradycyjnie nie stanowiła elektoratu PiS. Młodzi ludzie, w tym studenci, częściej opowiadają się za partiami opozycyjnymi lub nie angażują się w politykę. Organizowanie dynamicznych, medialnych wydarzeń w przestrzeni kojarzonej z wolnością słowa i krytycznym myśleniem ma na celu zmianę tego wizerunku.
„Wybór lokalizacji nie jest przypadkowy. Uniwersytet to symbol wiedzy, postępu i młodości. Pojawienie się tam polityków partii rządzącej ma zasugerować, że są oni otwarci na nowe idee i gotowi konfrontować się z krytycznym środowiskiem” – tłumaczy Piotr Nowak, analityk polityczny. Jednak, jak dodaje, forma tego „konfrontowania” jest tak skonstruowana, by minimalizować ryzyko rzeczywistej porażki w dyskusji i maksymalizować efekt wizerunkowy.
Reakcje środowisk akademickich
Reakcje samych studentów i wykładowców są mieszane. Część osób docenia sam fakt wyjścia polityków poza salę sejmową i próbę bezpośredniego kontaktu. Inni, w tym samorządy studenckie kilku dużych uczelni, wyrażają sceptycyzm, wskazując na instrumentalne traktowanie przestrzeni uniwersyteckiej.
W oświadczeniu jednego z komitetów studenckich czytamy: „Uniwersytet jest miejscem rzetelnej debaty opartej na faktach i wzajemnym szacunku, a nie areną dla politycznego show. Prawdziwy dialog wymaga partnerskiego nastawienia, a nie stawiania się w roli mentora, którego trzeba 'nawrócić’.”
Eksperci podkreślają, że zdrowa demokracja potrzebuje autentycznej komunikacji między klasą polityczną a obywatelami. Spektakle, które tylko udają dialog, mogą przynieść skutek odwrotny do zamierzonego – pogłębić istniejący dystans i nieufność. Pytanie, czy działania polityków PiS przełożą się na trwałą zmianę postrzegania partii wśród młodych, pozostaje otwarte. Sukces lub porażka tej kampanii wizerunkowej okaże się w dłuższej perspektywie, być może dopiero podczas przyszłych wyborów.
Foto: images.pexels.com